Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 259 818 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Gwiazdka z nieba.

niedziela, 09 listopada 2014 21:29

 

 

 

Tak wcześnie, gwiazdy jeszcze świecą na niebie, a mnie już ciągnie do Ciebie

Potrzebuje Cię do tego, do czego gwiazdą potrzebne jest niebo

Aby jaśniej świeciły, aby bardziej widoczne były,

na wielkim, czarnym niebie, dlatego trzeba mi Ciebie.

Ty łagodzisz moje demony, rozświetlasz moje najciemniejsze strony

Dlatego kocham Cie jak gwiazda swe niebo, bo nie było by jej bez niego

I dlatego, że zanim zgasnę, zaświecić chce raz - najjaśniej.

 

 

 

tumblr_m9lst2nwdr1qcloroo1_500_large1.jpg

 

 


oceń
1
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Najpiękniejsze imię na świecie.

środa, 23 października 2013 0:06

 Dzisiaj rano było tak źle, jakby ktoś postrzelił mi nerki, wypluł na mnie jakąś dziwną maź, która odzwierciedlać miała rzeczywistość, jakby ktoś zrobił przeciąg w całym mieście nie zwracając uwagi na matki w szlafrokach i dzieci, które dopiero co wyszły z pod kąpieli. Dzisiaj rano była taka pizgawa, takie okaleczenie. Kopniak w rozespany policzek. Szłam sobie, tuptałam kurczę jak jakieś dwunogie stworzenie ze zmokniętą twarzą.    

  Budzę się. Godzina czwarta rano albo druga nie wiem dokładnie. Mój pognieciony cienki podkoszulek cały się odwinął. Moje nagie biodro. Lodowate stopy. Gdzie moja kołdra. Która godzina. Zabrałeś całą pierzynę. I się przebudzam. Prawie spadłam z łóżka. Gdzieś ty polazł. Śpisz. Jesteś cały owinięty, przykryty. Ledwo wystajesz, ciężko oddychasz, zaraz się udusisz. Wołam cie, popatrz. Budzisz się, rozlepiasz posklejane powieki. Zimno mi. Otwierasz swoje wrota sezamie nagrzany. Podnosisz pierzynę, swoje ramiona. Uderza we mnie fala ciepła. Jakieś miękkie roztopione powietrze bucha chucha miesza się z moją gęsią skórką i włoskami na policzku które stanęły dęba. Czołgam się do ciebie na drugi koniec łóżka. Jestem już w bezpiecznej sferze. Jestem tak blisko że nie czuje granicy, nie wiem nawet gdzie jesteś bo ciepło twojej nagrzanej przez noc skóry przesiąka moje ciało i moja krew bulgocze

 Jesteś bladym człowiekiem z długimi palcami. 
Twój blady tułów ciągnący się w nieskończoność jest jak autostrada po, której wędruje opuszkiem wskazującego palca jak jakiś wyznacznik trasy, jak strzałka w kompasie. Kładę się na tej jezdni, przylegam do niej swoim ciałem, do jej bladego, lekko zarumienionego asfaltu. A gdy wstaje pojawia się przyklepana plama, odciśnięte moją skóra odbicie. To ślad mojego szeptu i echo mojego wołania. To rysa na ekranie Twojego telewizora która zakłóca odbiór przekazu i uniemożliwia bezbłędną widoczność. Ale czym jest to błędne pole widzenia?  Nie przerzucisz  kanału aby sprawdzić. Transmisja trwa więc słuchaj uważnie -  ja kocham najmocniej i bez skrupułów, tutaj i teraz, ten blady tułów.  

 tumblr_m6yergu4571qckcjqo1_500.jpg

 

 

 

 



 

 

 

 

 

    


oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Człowiek człowiekowi nieznany.

sobota, 21 września 2013 22:54

 

 

     Kiedy wszystko wymyka się z pod kontroli. W głowach innych ludzi pył z innego nieba. Nieznany grunt. Nieokiełznane myśli i spostrzeżenia. Kiedy nie ma ''nas'' a każdy ze wspólnoty przeistacza się w indywidualistę. Kiedy każdy chce nieść pomoc, mimo że sam bardziej jej potrzebuję. 

 



 Bóg wie, co kryje się w tych słabych i pijanych sercach
Bo to on całował dziewczyny i doprowadzał je do płaczu
Te bezczelne królowe nieszczęścia

Bóg wie, co kryje się w tych słabych i zapadłych oczach
W płomiennym tłumie milczących Aniołów
Dających miłość, lecz nie dostających nic w zamian

Ludzie pomóżcie ludziom
Jeśli dopada Cię nostalgia, wyciągnij do mnie swoją dłoń. 
Ludzie pomóżcie ludziom
I nic cię nie zegnie
A gdybym kierowała się rozsądkiem
A gdybym kierowała się rozsądkiem
Byłabym zimna jak kamień i bogata jak głupiec
Który odtrącił wszystkie te dobre serca

Bóg wie, co kryje się w tym świecie małych konsekwencji
Za łzami pośród kłamstw
Tysiące powoli umierających zachodów słońca
Bóg wie, co kryje się w tych słabych i pijanych sercach
Myślę, że zapukała do nich samotność
Ale nikt samotnym być nie musi

 

- Jasmine van den Bogaerde (Birdy)

 

 

 

 

 

 

 

 

 


oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Twoje decyzje, twoje czyny, twoja przyszłość.

niedziela, 01 września 2013 17:42


Rozdwojenie jaźni. Jedną stopę wiernie i mocno zaciskam na podłożu głębokiego, płomiennego i wiecznie wakacyjnego świata. Galaktyka wygody i tracenia się w samym sobie. Honorowane miejsce. Drugą stopą stąpam boso i niepewnie po nieznanym mi jeszcze brzegu. Coś pchnie mnie w tamtym kierunku. Podświadomość tego, że kończy się moje dryfowanie w powietrzu. Głowę czas wyciągnąć z ch
mur i obiema nogami czas stanąć w tym świecie zupełnie innego kalibru. Słodkiego rozkojarzenia dobiegł kres. Nie mogę już tracić zmysłów a co gorsza - rozumu. Czy jestem gotowa stanąć na własnych kończynach? Przeraża mnie fakt tego oczywistego przymusu. Osiemnaście w moim przypadku oznacza samotną podróż. Ogromną wspinaczkę. Morski rejs podczas sztormu. Jeśli tylko wypadnę za burtę, nowej szansy mogę już nie dostać. Być może uda mi się wyjść na główną. Być może, o pocie czoła, wdrapie się na szczyt. Być może dopłynę na drugi brzeg. Chodzi przecież o to by walczyć. Chodzi o to by zacisnąć pośladki i brnąć mocno do przodu. Mimo mnóstwa komplikacji i niecodziennych spraw, które będzie trzeba pozałatwiać. Czuje się w tym samotna, ale w nagrodę dostanę co zawsze chciałam.  - Wolność. Niezależność. Bliskość. 

 

Miłosny przypływ. Nie ma nic piękniejszego niż sposób w jaki morze całuje ląd, nie zważając na to ile razy nastąpi odpływ. Byłam kiedyś głupia. Wątpiłam w siłę przywiązania. W siłę czyjejś przynależności do kogoś. W siłę odciśniętych w umyślę ust. Straciłam już panowanie. To uczucie płonię w rozpalonym przez nas ognisku. Jest jak diament. Idealnie przejrzysty i wyszlifowany. Krystaliczne piękno. Nieskazitelnie czyste. Jak laguna, gdzie kolor wody przypomina kolor języka po wypiciu piwa z dodatkiem soku z gumisiowych jagód. Wakacyjny podmuch wiatru osiedlił się na mojej skórze. Trygotanie w rozklekotanym pociągu. Zmarznięte ciała w chłodną noc. Odkrywanie siebie bardziej i głębiej. Smak prażącego słońca. Nieposkromione myśli. Magiczne konwersacje. Tak blisko. Tak naszo. Tak swojo. Tak cudownie i wprost nie do opisania. Ostatnie takie wakacje. Ostatni taki podmuch wiatru.. 

  Wkraczamy w nowy etap gdzie głównym aspektem będzie podejmowanie decyzji, studenckie naleśnikarnie i forteca z książek. - Łapiemy szansę!


1-IMG_20130807_193604-002.jpg


oceń
0
0

komentarze (28) | dodaj komentarz

Nigdy bardziej.

sobota, 11 maja 2013 21:01

 

Determinacja.. Posklejaliśmy domek z kart, który rozsypywał się z każdym podmuchem wiatru. Z każdym zawachaniem. Z niepewnością, która zbeszcześciła moje sumienie. Z myślami skierowanymi w niewłaściwym kierunku. Było nam tak lekko. Niemal nieodczuwalnie. Było tak prosto, bez pretensji, bez słów. Wirowało w przestrzeni czasowej. Próbowaliśmy, wiele razy, złapać to i usidlić - bez skutku. Momentami dostrzegałam nawet koniec. Był szary, nie do skalkulowania, bez wniosków i bez strachu. I zgadnij co się stało.. Zmęczyłam się. Znudziły mnie dzióry w jeansach, przekopywania całej torebki w poszukiwaniu grzebienia, tracenie rachuby czasu i ciągłe odpisywanie na bezsensowne smsy. Mam dość spontaniczności, bieganiny do nikąd i czekania na nic. Wylałam z siebie wszystkie uwagi, prośby i dręczące mnie wątki. Otwarłam się i z nadmiaru emocji, łzy popłynęły mi po policzkach - po raz pierwszy w jego towarzystwie. Słyszałam tykające w nim zdenerwowanie. Tego potrzebowałam - rozmowy, emocji, wielkiej prawdy, wytkniętych błędów, wad oraz niedociągnięć. Uświadomiłam sobie, że brak ograniczeń, wolna ręka, niezależność i swoboda są przeciwieństwem tego czego pragnę. Chcę pełnego zaangażowania i jeżeli któreś czynikki z mojego życia będą musiały zostać zlikwidowane, to tak właśnie się stanie. Od teraz jestem zdolna do każdego poświęcenia. Wchodzę w to całą sobą i nic innego się nie liczy. Kocham całym sercem, choć to nie w moim stylu. I niczego nigdy nie byłam taka pewna. Teraz otacza mnie jego nieobecność i próbuję pozbierać w sobie siłę. Czuję się zdominowana i czuć się inaczej nie mam ochoty - niech tak zostanie, jesteśmy w dobrych miejscach. 

Tykanie zegara. Przygryziona warga.

Czerwone policzki. Splątane dłonie.

Zapach deszczu. Park nocą.

Ciepło oddechu. Łaknące spojrzenie.

Magia chwili. Zapłakana dusza.


oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Dość dramatów w moim życiu.

niedziela, 03 lutego 2013 15:40

 

 

Nie bawię się, wyrosłam, dojrzałam, jestem odpowiedzialna, mam kontrolę i wiem, co robię. Nikt nie wmówi mi, że jest inaczej, że rzucam w kąt tym, co ważne, że jestem samolubna i nie myślę o innych. Nikt mi nie wmówi mi, że jestem rozpieszczona, że dostaję, co chce nie dając nic w zamian. Staram się nie zwariować - powiedziane spokojnie i można by pomyśleć, że to tak niewiele, ale gówno o tym wiedzą. Oni, wy, tamci, ktokolwiek. Nikt nic nie wie. Codziennie trzymam język zaciśnięty, ręce w kieszeni a oczy zamknięte. Znoszę - ponieważ akceptować nie potrafię. Ludzi dookoła, szumu, raniących mnie stereotypów, ludzkich wartości życiowych, które mnie szokują, logiki myślenia, której nigdy nie uda mi się zrozumieć, ludzkiej głupoty, egoizmu, narcyzmu i wszytego głęboko pod skórę rasizmu. W czasie, kiedy inni topią się we własnym pięknie i kupionych w sklepie przyjaźniach, ja staram się o to by nie pękło mi serce. Widocznie kosztuję to za drogo a ta cena nie warta jest tego niewinnego uczucia. I jak nie oskarżać tu o hipokryctwo, kiedy sama oskarżona jestem o egoizm? Za to niewinne uczucie, oddałabym doświadczenie, umiejętności, rzeczy, które widziałam i to, czego niektórzy mi zazdroszczą. W dupie mam status. Życie na poziomie, to coś zupełnie innego.

 

  Co jest gorsze? Nie szczere przepraszam, czy szczere ugryź mnie w dupę, bo już nic od Ciebie nie potrzebuję? Nigdy się nie przekonam, bo jednak potrzebuję, i to jak cholera. Do jakiegokolwiek funkcjonowania potrzebuję czegoś, co dostanę tylko z tej jednej ręki. Szansę na wygraną i tak nigdy nie będą równe, więc kogo obchodzi czy przepraszam było szczere. Nie wiem, komu mam wierzyć. Samej sobie, czy palcu, który ciągle wytyka mi błędy, bezpodstawnie podnosi głos i doprowadza mnie do histerii i stanu, którego nie jestem w stanie opisać. Znalazłam się w miejscu, gdzie pszyssawają się do mnie krwiste myśli, pragnienie współczucia i łez, które nie będą moje. Nie jestem fanką popadania w paranoje i chęci zwrócenia na siebie uwagi. Wszystko jest kwestią do ogarnięcia, co owszem, wymaga siły, której już nie mam, ale mam kogoś, kto mi ją da.

 

 

 

 


oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Chwila zapomnienia, której nie zapomnę.

poniedziałek, 07 stycznia 2013 22:07

 To było jak bezdzwięk. Coś wleciało prawym uchem i wyleciało lewym. Zmieszany zapach perfum, aromat skóry i wywar zachwytu łaskotał mój nos. Zastygłam w bezruchu a to ograniczyło mi pole widzenia. Przemknęły mi kosmyki włosów i nagie ramię. W ustach posmak roskoszy, ciepła i bezwstydu, który krążył po pokoju. Zachwiane zostało skupienie. Czułam się jak w wodzie. Coś ciągnęło mnie na dno, dusiło przez chwilę a potem wypuszczało ze swoich szpon abym mógła spowrotem wypłynąć i napełnić organizm cudownym tlenem - Matką Naturą. On ukoił moje nerwy, przyłożył dłoń do pulsu i kazał oddychać spokojnie. Ujażmił moje dzikości. Rozkoszny pocałunek pozostawił na mojej szyji, splotł we mnie swoje dłonie a spojrzeniem powiedział wszystko. Bodżce jak tykanie zegara. Połączone zostały dwa zmysły, dwoje ludzi, dla światy, które tak jak tratwa od brzegu, odpłynęły od siebie. Tak jak jabłko rośnie na jabłoni, tak naturalnie przyszło nam kochać.

 

  

 

 

 

''Gdy dotyk wiedzie przez serce,

każda pieszczota staje się poezją.''


oceń
4
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Love knows no distance.

sobota, 24 listopada 2012 16:32

To jeden z tych dni. Jeden z tych, kiedy ciągle się przebieram i ciągle łzawią mi oczy. Od ziewania i znudzenia. Dziś moja skóra jest szorstka a wargi spierzchnięte. W ustach czuje posmak pasty do zębów. Przed chwilą je wyszorowałam. W kuchni, bo łazienka chwilowo niedostępna. To jeden z tych dni, kiedy próbując przyśpieszyć czas, zamykam oczy i wyobrażam sobie wszystko od początku.

 

To, kiedy mnie obejmował. Kiedy czułam się mała, krucha i oprócz jego ramienia nie było nic więcej. Kiedy jego palce wędrowały po moim kręgosłupie. Kiedy jego ręka przytrzymywała moją głowę. Nie ważne, że zsuwały mi się nogi. I staruszka przechodząca obok, prawdopodobnie nas przeklęła. Lubiłam tą ścieżkę, którą szliśmy. Kilka razy w sumie. Kiedy tak leże i jest mi gorąco, mimo, że marzną mi stopy i chce już wstać, ale tego nie robię, wyobrażam sobie jacy jesteśmy. Tacy spokojni, mimo że krzyczymy głęboko w środku. Siedzimy w ukryciu, nie pokazując tego mimo, że za każdym razem cieknie nam ślina. I brzemię, które niesiemy i to, z czego jesteśmy zbudowani. Z harmonii i samo zrozumienia. Duszą przypieczętowani. Do tego muru zarośniętego wodorostami cierpliwości. Cierpię czekając. Czekam, aby nie cierpieć. Otwarta rana podatna na wszystko. I ten moment, kiedy jego cień wchodzi w zasięg mojej widoczności. Właśnie ten moment. Wynagrodzenie warte tej otchłani, tej przepaści i tego strachu przed samotnością, zapomnieniem i utratą tego, na co się czeka. Na ten moment, który jest jak balsam na mojej szorstkiej skórze. Jak pocałunek na moje spierzchnięte usta. Ten moment jest jak wieczność. Trwa i dopóki trwa, jest wieczny. Wyobrażałam sobie, ale teraz już sobie nie wyobrażam. Stracić to wszystko. Jego i te momenty. I nawet to brzemie na, którym skupiam większość mojej uwagi. Poświęcenie, które stało się moją pasją. Coś w czym trwam i chce trwać dalej. Przekonanie, wytrwałość i cel do, którego dąrzymy wspólnie. Coś pięknego, w tak brzydki sposób. Okrucieństwo, które całujemy po stopach. Dla siebie nawzajem. I tego co nas łączy. I tego co możemy. By móc się włóczyć tu i tam. Nieważne gdzie, nieważne po co. Robić coś bezsensownie, bez celu. Korzystać z czasu, który depczę nam po piętach. Przekraczać granice. Być maksymalistami. Bo tacy byliśmy, jak decydowaliśmy się na nas. Na mnie i na Ciebie i to co nastąpiło. Wpłynęliśmy w to bezlitosne, bezkompromisowe sidło. Nie ma zmiłuj. Ale teraz wiem, że warto. Mimo, że zbliżam się granic wytrzymałości, to wytrzymam jeszcze trochę. Dla Ciebie, nawet całą wieczność. Dopóki trwamy.


 

 

 


 

    A o to nagranie  które ostatnimi dniami stało się jedyną oznaką resztek mojej niebanalnej weny. Chyba jeszcze nigdy nie słyszałam nikogo kto miałby tak bijącą, widoczną i namacalną prawie dusze jak ten oto chłopak, a wszystko to zamknięte w tak malutkim, prostym, kwadratowym pudełeczku którym była ta audycja. 

 

 

(...)

Żyjemy na krawędzi życia
Nie idziemy na kompromisy
Spieszymy się, bo brakuje nam czasu . 


oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

17 westchnień.

niedziela, 21 października 2012 19:40

 

Kładę się na moment. Sufit nagle zamienia się w podłogę. Szum wiruję mi w żyłach. Ludzie migoczą mi w głowie. Głośna muzyka po raz kolejny ciągnie mnie na parkiet. Obejmujące mnie uśmiechy, załagodzona p rzepaść i życzliwość, którą doceniam. Coś się we mnie budzi i coś się otwiera. Wielki miś panda i wielka świnia. Coś przygniata mnie swoim ciężarem. Nie przespana noc, kilka rozbitych kieliszków, urwanyżyrandol i dziura w ścianie. Mimo szkód i wielkiego kaca: Wszystkiego najlepszego! 


  Z ostatniej chwili, kilka słów o miłości: Miłość to zamaskowana kolorem czerwonym bakteria. Nigdy nie wiesz jak bardzo zerzrę od środka twoję niewinne wnętrze. Miłośc to taka niekończąca się walka charakterów. To powstające same z siebie oczekiwania, które nigdy nie zostają zaspokojone. To własna naiwność, która sumienie wystrzelać potrafi po pysku. Jesteś silny? -Udowodnij. A dowodów tak niewiele. To rywalizacja przy użyciu słabości przeciwnika. Walka z samym sobą, z pokusą, z podświadomością i z czystym, bezinteresownym utęsknieniem. Coś czego nie powstrzymasz. Choćbyś chciał lub choćbyś powinien. 

  Chciałabym żeby ktoś zawsze się o mnie martwił. Żeby ktoś zawsze chciał wiedzieć gdzie jestem, co robie i czy nic mi nie grozi. Chciałabym zawsze czuć - chociażby mentalnie i instynktowo - bezpieczne ramie, które zawsze mnie obroni. Chciałabym, żeby ktoś chodz raz w życiu naprawdę miał na myśli, to co mówi. Ale samo chciałabym to za mało. Tak mi się przynajmniej wydaję. 





Fire it burns, it burns, it burns, it burns higher.

Fire it grows, it grows, it grows, it grows louder.

Fire it burns, it burns, it burns, it burns higher.

Fire it grows, it grows, it grows, it grows louder


oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Bywa?!

niedziela, 02 września 2012 21:24

     

     Wolność przekazywania zdań: Chciałabym przewrócić oczami, westchnąć lub przeklnąć aby wyrazić co we mnie siedzi. Chciałabym dotknąć dłoni lub uśmiechnąć się pobłażliwie aby załagodzić atmosfere. Chciałabym na jego oczach schować twarz w dłonie aby pokazać mu strach. W najgorszym wypadku, przytulić się na zgodę. Problem w tym, że on nie widzi. Mnie, moich łez i roztrzęsionych dłoni. On nie widzi mojego rozpalonego zaangażowania. Nie słyszy mojego rozpaczliwie, przerażonego głosu. Niezrozumienie. Zagubienie. Wirtualność? Ciągle próbuje coś udowadniać. Myślałam, że tak trzeba. Źle myślałam. Teraz potrzebna jest jedynie pielęgnacja. Dobry kontakt. Dobra fala. Passa. Spokój. Teraz trzeba tylko dokładać wszelkich starań. Trzeba chcieć. A ja nie chce. Lub chce? Sama nie wiem. Lub wiem? 17 dni bez niego. Boje się. Przeraża mnie perspektywa ogromnej przestrzeni czasowej, która dopiero nadciąga. Idzie w moją stronę jak tornado. A co gdy nas zniszczy? Co jeśli zniszczy mnie? Przerażają mnie moje włanse nerwy, które rozrzucam po każdym kącie. Zakochuje się w nim na nowo, każdego dnia. Tak bardzo nieubłagalnie. Nie potrafie przestać. Miłość jest chora. Miłość jest niepowstrzymana. Robi ze mną co tylko chce, a ja poddaje się jej bez walki. Nie da się z tym walczyć. Co mam począć? Wszelkie testy byłyby złym pomysłem. Czas jest wyznacznikiem. Czas pokażę. Ciebie. Mnie. I czy warto. 


 

 

''Przede mną droga którą znam
którą ja wybrałem sam'' 

 



oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

sobota, 22 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  17 406  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl